środa, 16 września 2009

Nie jestem naiwny

Czyli co najmniej 10 powodów, dla których nie wpłacę ani grosza datku na konto akcji wspierania budowy stadionu.

Zaczęło się. Wielka ściema (ups, miało być ściepa) narodowa na rzecz uzbierania kasy wystartowała. Szukanie naiwniaków i sposobu jak przy tej niespotykanej okazji jaką jest budowa stadionu wyssać jeszcze nieco dodatkowego grosza – ponad te kilkaset milionów złotówek już wydrenowanych z publicznej kiesy czyli z podatków, także moich.

A na co jest ta składka? Teoretycznie na wyposażenie stadionu: „Akcja nazywa się "Razem na rzecz stadionu". Pomysłodawcą jest Gdański Klub Biznesu, a realizuje ją Społeczny Komitet Wsparcia Euro 2012 w Gdańsku. Celem zbiórki jest wyposażenie stadionu i wspieranie (m.in. zakup sprzętu) młodzieżowych klubów piłkarskich.”

Ale zaraz. Przecież pieniądze na budowę całego stadionu niby były już zapewnione w momencie rozpoczynania jego budowy. Czyżby rozpoczynano inwestycję bez budżetu? Czegoś tu nie rozumiem…

Poza tym kilka miesięcy temu w różnych artykułach prasowych wręcz podniecano się jaki to stadion „będzie tani”: Ale tania ta Arena. Najpierw szacowano, że postawienie samej kopuły (bez projektu, prac ziemnych i zagospodarowania okolic) będzie kosztowało ~ 670 mln zł. A tu nagle okazało się, że w przetargu jakaś firma zaproponowała, że zbuduje boisko za „jedyne” 521 mln złotówek. Ale numer. Skoro tak to jesteśmy „do przodu” w stosunku do budżetu o 149 mln zł. Czyżby wyposażenie stadionu kosztowało więcej? A gdzie pieniądze przewidziane w budżecie na wyposażenie? Powinny zostać w naszej kieszeni?

Dodam, że za fakt "potanienia" stadionu wypłacono premię w wysokości 60 000 zł prezesowi miejskiej firmy budującej boisko. A jaka była w tym jego zasługa? Przecież żadna. Cena wynikała z ofert złożonych w przetargu. Oferty rzekomo są niejawne do momentu oficjalnego otwarcia. Więc patrząc logicznie premia powinna należeć się firmie, która wygrała przetarg i zaproponowała najniższą cenę gdyż to tylko dzięki niej nie wydaliśmy 149 mln więcej. Skoro tak to byłbym nawet za: wypłacić firmie 60 000 zł za to, że zaproponowała prawie 150 mln mniej za budowę w stosunku do przygotowanej kasy. Ale jaka w tym zasługa prezesa miejskiej firmy?

Cytat z Gazety „W” z lipca tego roku: - Kiedy zatrudniano mnie w spółce na kontrakt menedżerski, zaproponowano mi pensję dużo mniejszą niż oczekiwałem - mówi "Gazecie" prezes BIEG-u Ryszard Trykosko. - Miasto obiecało jednak, że jeśli będą dobre wyniki, zarząd otrzyma premie. Zgodziłem się. Spółka osiągnęła sukces, na budowie stadionu zaoszczędziliśmy 140 mln zł, a wszystko idzie zgodnie z planem. ”

Skoro jest 140 mln oszczędności to znaczy, że o wyposażenie stadionu nie ma się co martwić. A pieniądze zarezerwowane w budżecie inwestycji na pokrycie kosztów wyposażenia powinny wrócić do kasy miasta. Więc po co narodowa zrzutka?

No i Panie Ryś: jeżeli ktoś mi oferuje kontrakt za mniej niż oczekuję to po prostu nie przyjmuję takiej oferty pracy. Droga wolna.

Biorąc pod uwagę powyższe nie wpłacę ani grosza na rzecz tego komitetu czy funduszu gdyż:

- najprawdopodobniej nigdy nie zobaczyłbym rzetelnego rozliczenia tej składki – ile kasy zebrano, ile i na co wydano,

- duża część potencjalnie uzbieranej kwoty pójdzie na „obsługę” zbiórki: tablice pamiątkowe, listy z podziękowaniami, biby z okazji przecinania wstęgi i inne pierdoły,

- budowa stadionu już rujnuje budżet miasta,

- nie zamierzam fundować Panu Rysiowi i jemu podobnym kolejnych premii,

- nie zamierzam przykładać ręki do sponsorowania powołanych przy okazji konieczności "obsługi" tego funduszu dobrze płatnych, "superważnych i odpowiedzialnych" stanowisk dla krewnych i znajomych królika,

- skoro stadion ma być wyposażony pod wymagania tylko jednego klubu piłkarskiego to niech ów klub finansuje jego budowę z własnych środków. Nie zamierzam dokładać się do pokrywania kosztów zmiany projektu stadionu bo kilku kibicom nie odpowiada kolor krzesełek, nie zamierzam także dokładać się do przeprowadzania badań opinii publicznej na temat koloru krzeseł przez specjalnie wynajętą firmę. Od początku przedstawiano stadion jako bursztynowy – nawet jego kształt miał przypominać bursztyn… I tak, choć tego nie chcę, dokładam się do budowy stadionu dla jednego klubu piłkarskiego, który nie wiadomo w której lidze będzie grał za rok czy dwa, zresztą aktualnie także nie ma żadnych sukcesów,

- nie interesuje mnie polska, skorumpowana do szpiku kości, piłka nożna, w której nie chodzi o żaden sport tylko o gruba kasę i układy,

- nie interesuje mnie list pochwalny od Lorda Danzigera, w którym poza treścią nawet podpis będzie powielony . Tym bardziej nie interesuje mnie tablica pamiątkowa, na którą rozjuszeni kibice będą pluć albo gasić na niej pety,

- nie trafiają do mnie farmazony, według których składka narodowa ma na celu integrację społeczeństwa – by lud poczuł, „że stadion jest jego”,

- podobno nie żyję już w PRL-u, a takie akcje to typowy „betonowy”, socjalistyczny PRL,

- nie jestem naiwny, już nie.

czwartek, 10 września 2009

Powrót

Wakacje juz dawno się skończyły. Zniknąłem jakis czas temu nagle na dłuższy okres, bez słowa wyjaśnienia. Przepraszam. Wszystko wraca do normy, wkrótce napiszę więcej.
Tymczasem zapraszam na stronę www.gedania.org. Mam przyjemność być zaproszonym do współtworzenia tego serwisu, z czego zaczynam korzystać.
No. To tymczasem. Dziękuję.

czwartek, 9 lipca 2009

Szklane domy

Kilka dni urlopu, wyłączenia się z bieżących spraw. Bez komputera, Internetu, czytania bzdurnych artykułów. Krótka regeneracja.
Wracam po kilku dniach, odwiedzam mój ulubiony portal regionalny i ... po raz kolejny nie jestem zawiedziony. Lipiec, wakacje, niby wolniej wszystko się toczy, ale nie w Gedanii. Tutaj miliardowe inwestycje to codzienność i nie ma żadnych wakacyjnych przerw. Można by nawet rzec, że Gedania jest bombardowana inwestycjami. Bynajmniej takie wrażenie można odnieść czytając doniesienia lokalnych mediów "głównego nurtu".
Dzisiejszy tytuł: "Międzynarodowe konkury o Targ Rakowy i Sienny". W słowniku języka polskiego słowo konkury jest zdefiniowane jako "
staranie się o rękę kobiety". A tu jest mowa o terenie położonym w sercu miasta i o jakichś konkursach. Zaciekawiony wielce takim tytułem postanowiłem kliknąć w odnośnik i zapoznać się z treścią tego zapewne fascynującego artykułu.
Jest to tekst tak naprawdę o niczym. Kolejny z cyklu "zróbmy burzę, nabijmy piany, pokażmy, że coś się dzieje gdy nic się nie dzieje". Mocno propagandowy.
Główną informacją, którą niesie jest to, że miasto we wrześniu ma ogłosić międzynarodowy konkurs na zagospodarowanie terenu Targu Siennego i Rakowego. Konkursu jeszcze nie ma, będzie ogłoszony. We wrześniu. Co prawda miał być ogłoszony w czerwcu, ale wiadomo: wakacje, te sprawy... Będzie ogłoszony. Po co więc pisać taki artykuł w lipcu oraz informować o czymś co ma się stać? W dodatku ma to być tylko konkurs architektoniczny, a nie początek budowy, aktualnie nie ma nawet konkretnego inwestora, więc do realizacji inwestycji opisywanych w artykule droga dłuuga i daleka.Możemy się jednak dowiedzieć co ma powstać w tym miejscu - cytat:
"Powstanie przestrzeń do budowy biurowców, apartamentowców, hotelów, mieszkań, usług handlowych i parkingów podziemnych."
Tak, tak. Powstanie przestrzeń do budowy hotelów. Nie hoteli a hotelów właśnie.
Pomijając błędy ortograficzne, można by rzec: wspaniale, w centrum miasta taka inwestycja, świetnie! Niby tak, ale.... Mam kilka zastrzeżeń.
Po pierwsze już w lipcu 2006 roku (dokładnie 26 lipca 2006 - tak, to trzy lata temu) ten sam portal informował - cytat:
"Dwaj studenci architektury PG Michał Olszewski i Michał Majewski, którzy w czerwcu br. wygrali konkurs na projekt zagospodarowania Targu Siennego i Rakowego w Gdańsku, otrzymali od dewelopera zainteresowanego zabudową tego terenu stypendia."
Czyli sprawa tej inwestycji nie jest taka świeża: były konkursy, nagrody, wskazywano nawet konkretnego inwestora zainteresowanego rychłym budowaniem w tym miejscu. Po trzech latach o wspomnianym deweloperze nic nie słychać. Już wtedy ( i dużo wcześniej) pisano i mówiono o zabudowie torów kolejowych tunelem i wybudowaniu na tak powstalej płycie biurowców i apartamentów. Ileś lat temu iwskazywano także firmę ING jako inwestora, który "niedługo" rozpocznie potężną inwestycję. Po ING i wizjach tamtych biurowców nad torami kolejowymi nie ma już śladu. Minęło przecież sporo lat...
Po drugie, niemalże o tym samym, ten sam portal informowal prawie dokładnie rok temu - 30 lipca 2008 (znowu lipiec-przypadek?):
"O szczegółach zabudowy zadecyduje deweloper, który zostanie wyłoniony w konkursie. Jego start zapowiedziano na październik br."
Październikowy konkurs chyba jednak nie doszedł do skutku, w lipcu 2009 pisze się o czerwcu, który już minął, no i o wrześniu.
A teraz najlepsze:
cytat z artykułu z 30 lipca 2008
"Targ Sienny i Rakowy zmienią się nie do poznania. Zniknie cała tymczasowa zabudowa i parking, najprawdopodobniej także należąca do miasta kamienica, w której mieszka 12 rodzin a także Gildia. Z dzisiejszej zabudowy pozostaną na pewno budynki biblioteki wojewódzkiej i miejskiej, poczty oraz kamienica należąca do sióstr Elżbietanek. Zmiany nie dotkną tez skweru na skrzyżowaniu Huciska i Wałów Jagiellońskich."
i drugi cytat z artykułu z 9 lipca 2009 w tym samym portalu:
"Targ Sienny i Rakowy zmieni zupełnie swoje oblicze. Zniknie cała tymczasowa zabudowa i parking, najprawdopodobniej także należąca do miasta kamienica, w której mieszka 12 rodzin oraz Gildia. Z dzisiejszej zabudowy pozostaną na pewno budynki Biblioteki Wojewódzkiej i Miejskiej, poczty oraz kamienica należąca do sióstr Elżbietanek. Zmiany nie dotkną także skweru na skrzyżowaniu Huciska i Wałów Jagiellońskich."
Czym różnią się te akapity?
Pomijam juz fakt, że tekst z 2009 roku został wykonany metodą "copy and paste" z wykorzystaniem bliźniaczego tekstu sprzed roku. Oba "newsy" mają innych autorów, którzy się pod nimi podpisali. Takie kopiowanie "słowo w słowo" z artykułu innej osoby, bez adnotacji informującej o tym, to chyba jest już naruszenie praw autorskich? Mylę się?
Całe to bicie piany wokół "potężnej inwestycji" i biurowcami nad torami kolejowymi w centrum Gdańska to na razie mrzonki. Dlaczego tak sądzę? Według artykułu opublikowanego w stołecznym wydaniu Gazety "W" z 22 stycznia 2009, do realizacji inwestycji takiej jak budynki stojące na tunelu przykrywającym tory PKP - wykonane przez pozyskanego inwestora - potrzeba jednego małego szczegółu. Jest nim... zmiana polskiego prawa, która umożliwiłaby tak zwane "warstwowe prawo własności do gruntu". Bez tego drobnego szczegółu z inwestora nici. Biorąc pod uwagę fakt, że o zmiany w prawie postulowano już ponad dziesięć lat temu i do tej pory nic się zmieniło, bardzo wątpię w szybką realizację "gdańskich mrzonek". Ale co tam, posnuć wizje, porobić szum, sprawić wrażenie, że dużo się dzieje mimo sezonu letniego (jakby poza nim dzialo się więcej) - dlaczego nie? Lud musi czuć, że coś się dzieje.
Będzie, powstanie, wybuduje... Czas przyszły dominuje w artykułach trójmiejskich mediów informujacych o wielkich inwestycjach Gedanii. Cóż, taka specyfika terenu widocznie.
Mam jednak uzasadnione obawy, że sprawa gigantycznych inwestycji na Targu Rakowym i Siennym zakończy się podobnie jak w "Młodym Mieście".
Czyli jak? Ot, w miejscu Gildii powstanie nowe, nieco większe, centrum handlowe o standardowej architekturze. Na tym się zakończy. Tory kolejowe w tunelu a nad nimi apartamentowce i biurowce? Może za 50 lat...
Obym się mylił!
Obserwując realizację Gedańskich wielkich inwestycji, kątem oka możesz przeczytać poniższe artykuly:
Międzynarodowe konkury o Targ Rakowy i Sienny
Stypendia za Targ Sienny i Rakowy
Nie będzie wieżowca nad Dworcem Centralnym?



czwartek, 2 lipca 2009

Duża inwestycja

Idiotyzmów wokół przybywa, propagandy nie ubywa, tymczasem Gdańsk nawiedziła niestety burza (jeżeli już przyszła to całe szczęście,że trwała tak krótko), zaniedbany system kanalizacji burzowej oczywiście nie zadziałał, nowy syfon niby jest zrobiony, ale jeszcze nie oddany oficjalnie więc pożytku żadnego z niego nie było, jednym słowem zwykły, letni dzień życia Gedanii.
Wybrałem z tego dnia jeden artykuł w "portalu regionalnym", który jest dobrym przykładem na idiotyczny, propagandowy tekst tak naprawdę o niczym. Jest zwykłym robieniem szumu wokół niewielkiej sprawy.
Geneza tekstu leży w takim oto wydarzeniu: w prawie półmilionowym mieście środkowej, Zjednoczonej Europy, mającym aspiracje do rychłego stania się metropolią, postanowiono wymienić asfalt na 300. metrach drogi. Nie byle jakiej drogi bo krajowej, mało tego, łączącej Gedanię ze Stolicą. Koleiny miały tam głębokość kilkunastu centymetrów, dziury przeistaczały się w swoiste wyrwy. I taki stan trwał dobrych parę lat. Profesjonalne, klasyczne metody remontu takie jak sfrezowanie co większych garbów niestety nie pomagały. A trzysta metrów drogi leży w samym centrum Gedanii. Oh, my God, rzekłby zapewne amerykanin, o Matko Boska rzecze Polak - niesamowite, ach jakże skomplikowana to sprawa, jak tego dokonać?! Co to będzie, jak my to zrobimy?!
Wydarzenia tej rangi nie można nie zauważyć, taka "gruba" sprawa musi zaistnieć w mediach, lud musi czuć, że jest rozwój, są perspektywy, a maszyny leją asfalt na 3 zmiany i jeszcze się nie wyrabiają. Pracownicy rafinerii nie mogą w tym roku iść na wakacyjne urlopy, bo muszą produkować asfalt - więcej asfaltu do gigantycznych inwestycji!
Nic więc dziwnego, że o wydarzeniu tej rangi portal regionalny zaczął pisać artykuły już w marcu - wymiana nawierzchni na 300 metrach drogi w ciągu 4-5 tygodni (byla też mowa o 9. tygodniach), przy pracy pełną parą na 3 zmiany, to się nadaje do prasy!
Nie jest to już nawet przykład propagandy - według mnie to już przejaw głupoty. Pisać kilka artykułów na przestrzeni kilku miesięcy o jednym, normalnym remoncie -a to, że będzie, a to, że właśnie się zaczyna, a to, że właśnie trwa i kiedyś się skończy... Brakuje mi jeszcze artykułów informujących w bardzo rozbudowany sposób o tym, że dzisiaj Pan Wiesław X będzie kopał dołek z prawej strony, jutro z lewej, robi to pełną parą i ma zmienników, a harmonogram prac zostanie dotrzymany jeżeli w nocy nie spadnie deszcz... Takich artykułów, informacji na bieżąco brakuje mi...
Cytat:
"Obecnie robotnicy są już w trakcie wymiany nawierzchni na ostatnim pasie Podwala Przedmiejskiego, odnawiany jest lewoskręt w kierunku Oruni. Szybko posuwające się prace powodują, że ich zakończenia powinniśmy się spodziewać w pierwszych dniach przyszłego tygodnia."
Inny cytat:
"Czytelnicy donosili nam, że w ostatnią sobotę nic nie działo się na miejscu budowy, chociaż harmonogram przewidywał prace przez całą dobę. - Chodzi o pewne technologiczne procesy, jak czas potrzebny na związanie się betonu - tłumaczy dyrektor Kotłowski. - Nie będziemy wtedy przecież udawali, że coś robimy"
Nie, nie będzięcie udawać, że coś robicie - już to robicie...
Inny dobry cytat:
"- Prace przebiegają zgodnie z harmonogramem, chociaż przy okazji remontu natrafiliśmy na kilka niespodzianek - mówi Mieczysław Kotłowski, dyrektor Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku.
Jedną z takich niespodzianek było odkrycie pod jednym z pasów jezdni starej nawierzchni brukowej.
- Nikt się tego nie spodziewał" - przyznaje dyrektor.
Z powiedzeniem "nikt się tego nie spodziewał" to przesada - ja się spodziewałem, nic nadzwyczajnego.
I cytat-hit:
"Ewentualne kilkudniowe ulewy mogłyby spowodować wstrzymanie prac. Miejmy nadzieję, że środowe oberwanie chmury nie wpłynie na termin oddania całej jezdni do użytku."
Jeżeli wstrzymanie prac mogłyby spowodować kilkudniowe ulewy to środowa burza nie wpłynie na termin oddania jezdni do użytku ponieważ trwała tylko kilkanaście-kilkadziesiąt minut. Poza tym jest tutaj zawarta bardzo ważna informacja: remontowane jest 300 m jednej jezdni...
Po co pisać takie artykuły, po co robić tyle szumu z czegoś normalnego w życiu dużego miasta? Ja nie znajduję innej odpowiedzi jak propaganda.
Przecież wystarczyłoby dobre oznakowanie remontowanej drogi, dobre poprowadzenie objazdów i sprawne wykonanie remontu w jak najkrótszym możliwym czasie oraz informacja w dziale "roboty drogowe", że dzisiaj ograniczony jest ruch na Podwalu Przedmiejskim bo drogowcy wymieniają kawałek asfaltu i jezdnia jest zwężona do jednego albo dwóch pasów. Wystarczające.
Ale nie będę zdziwiony, gdy w 2010 roku ten remont pojawi się na ulotce wyborczej pewnego Pana jako inwestycja świadcząca o rozwoju miasta i niezwykle trudna do przeprowadzenia...
Czekając na prawdziwy rozwój - przeczytaj poniższe artykuły:
Podwale: w przyszłym tygodniu wszystkie pasy wolne
Remont Podwala Przedmiejskiego: uwaga, będą korki!
Muldy na Podwalu Przedmiejskim do remontu


niedziela, 28 czerwca 2009

Mogilnik Baltic Arena

Jest dalszy ciąg sprawy Mogilnik Baltic Arena. W miniony piątek internetowe, regionalne wydanie Gazety "W" doniosło, że nastąpił koniec sporu o mogilnik na placu budowy Baltic Areny, a firma Wakoz usunie niebezpieczne odpady (za darmo?) i procesu sądowego nie będzie. No i najważniejsza informacja: budowa stadionu nie będzie opóźniona.
Oto cytat:"Niebezpieczny mogilnik z terenu budowy stadionu do końca sierpnia usunie firma Wakoz. Prace nie opóźnią budowy Baltic Areny".
Po pierwsze muszę stwierdzić, że miałem rację pisząc siedem dni temu, że żadnego procesu nie będzie. Bo wygląda na to,że nie będzie.
W artykule Gazety "W" nie ma jednak informacji wprost kto poniesie koszty likwidacji niebiezpiecznych odpadów. Jest jedynie informacja, że aneksowano umowę z Wakozem o przedłużeniu prac ziemnych o kolejne 70 dni. Wcale nie jest powiedziane jednak, że koszty usunięcia odpadów poniesie wspomniana firma. Firma ta będzię odpowiedzialna za likwidację niebezpiecznych odpadów, ale nikt nie powiedział, że będzie także sponsorem tych czynności. W artykule Gazety "RZ" z 27 czerwca (czyli dzień później niż artykuł Gazety "W" czytamy:
"Przygotowania do neutralizacji i wywozu niebezpiecznych substancji mają się zacząć w poniedziałek.

Pozostał jeszcze jeden problem: nie do końca ustalono kwestie zapłaty. – Jesteśmy na etapie ustaleń – mówi Andrzej Mastalerz, dyrektor ds. kontraktów w firmie Wakoz.

Michał Kruszyński, rzecznik BIEG 2012, zapewnia, że koszty budowy nie wzrosną. – Wakoz wykona te prace w ramach kontraktu – dodaje."

Czyli informacja, że odpady usunie firma Wakoz tak naprawdę niewiele wnosi. W artykule Kto usunie odpady przy Baltic Arenie? innego portalu (z 22 czerwca) starano się bowiem wmówic, że za likwidację i wywóz odpadów tak czy inaczej zapłaci firma Wakoz, nawet jeżeli sprawa miałaby zakończyć się w sądzie.

A kto za to zapłaci jeszcze nie wiadomo. Śmiem nadal twierdzić, że będzie to budżet miasta. Wiadomo też, że sama firma Wakoz nie jest w stanie wykonać tej usługi. Musi wynająć podwykonawców. Zgodnie z artykułem Gazety "Rz" z 20 czerwca, w Polsce są tylko dwie firmy, które mogą zutylizować odpady tego rodzaju. Sam koszt spalenia odpadów prezes jednej ze spółek zajmujących się takimi usługami szacuje na 4 mln pln. Bez kosztów dezynfekcji, wydobycia, zabezpieczenia, transportu. Czyli kwota 10 mln pln za likwidację niebezpiecznego wykopaliska "rzucana" wcześniej jest jak najbardziej realna. Czy firma Wakoz jest zatem skłonna wydać ze swojej kieszeni kilka milionów złotych na likwidację niebezpiecznego mogilnika? Mało realne. Czyli prace ziemne przy budowie Baltic Areny nie kosztują juz 102 mln pln - ta śmiesznie niska cena to już historia...

Fascynujące artykuły, którymi możesz być zainteresowany:

Koniec sporu o mogilnik w Letnicy

Wywiozą bakterie spod Baltic Areny
Bakterie pod stadionem
Gdańska Baltic Arena na bombie biologicznej

Oby ulewne deszcze omijały Gedanię

Jak niemal każdego dnia odwiedziłem mój ulubiony portal regionalny w poszukiwaniu ciekawych artykułów. Nie zawiodłem się. Jest. Trudno nie zauważyć tytułu na stronie głównej: "Jeśli będzie powódź, to z winy mieszkańców (i Unii Europejskiej)". W tym momencie mógłbym zakończyć czytanie artykułu bo wszystko już wiem, poznałem przekaz, wiem o co chodzi.
W obliczu ulewnych deszczów w kraju, pamiętając lipcowe wydarzenie sprzed ośmiu lat, gdy klika godzin opadów spowodowało kataklizm w Gedanii, Najjaśniej Nam Panujący postanowili się zabezpieczyć na wypadek gdyby próbowano im przypisywać zaniedbania i niedopilnowanie pewnych spraw w sytuacji kryzysowej.
Winę za ewentualną powódź zrzuca się więc na wszystkich mieszkańców. Tak, jeżeli znowu spadnie gigantyczny deszcz i wyleje Radunia (oby nie!!) to będzie to tylko i wyłącznie wina ponad czterystu tysięcznej rzeszy ludu zamieszkującego to przeklęte miasto oraz tej hojnej UE, która jeszcze kilka dni temu była wspaniała gdy dała trochę kasy na Łostowicką i Nową Łódzką. Ta Unia to rzeczywiście jakiś wróg, nawet powódź w Gdańsku może być za jej przyczyną.
Cytat: "Urzędnicy całą winę za taki stan rzeczy zrzucają na mieszkańców i przepisy unijne. - Po części to mieszkańcy są winni zarzucając śmieciami kanały odprowadzające wodę - mówi radiu Mirosław Kosiorek z Centrum Zarządzania Kryzysowego w Gdańsku. - Wrzucają ławki, opony, nawet stare samochody. One tworzą zaporę i woda nie może normalnie spływać."
Oczywiście nie usprawiedliwiam w żaden sposób nagannego zachowania i zaśmiecania czegokolwiek, nie tylko kanałów, rzek i stawów.
Ale skoro urzędnicy wiedzą, że taki proceder istnieje to może by tak zrobić coś w kierunku walki z tym i przeciwdziałać skutkom debilizmu niewielkiej (mam taką nadzieję) części społeczeństwa? Może trzeba by cyklicznie czyścić zaśmiecane kanały, może jakiś monitoring, akcja edukacyjna, karanie sprawców? Cokolwiek.
Poza tym nie sądzę aby tylko opony czy śmieci wrzucone do kanału były przyczyną ewentualnej powodzi w razie gwałtownych opadów deszczu.
W dalszym ciągu stan kanalizacji burzowej w wielu miejscach miasta jest opłakany - na przykład zatkane piachem czy błotem, nie czyszczone od lat studzienki. Jak wspomina się w artykule samo koryto Raduni nie zostało dotąd przebudowane, nie wzmocniono wałów przeciwpowodziowych. Ale oczywiście wina leży tylko i wyłącznie po stronie mieszkańców. Wszystkich.
No i jeszcze Unii Europejskiej - oto cytat:
"Unia ma być natomiast winna temu, że nie można przeprowadzić modernizacji wodociągów. A sieć kanalizacyjno-burzowa w Gdańsku nie była remontowana od lat 60. ubiegłego wieku. Na razie nie ma środków na przebudowę koryta Raduni. Przeprowadzenie udrożnienia planowane jest dopiero na rok 2013."
Bardzo przepraszam, ale jaka jest konkretna wina UE? Nie a bardzo mogę zrozumieć czytając ten bełkotliwy akapit. Czy dlatego, że nie dała pieniędzy? Sieć kanalizacyjno-burzowa nie była remontowana od lat 60. ubiegłego wieku, a Polska jest członkiem Unii od kilku lat. Czy to jest sprawa UE czy nasza lokalna, że mamy nie remontowaną kanalizację burzową? Albo, że koryto Raduni jest nie przebudowane - jaka jest tutaj konkretna wina UE? Naprawdę nie rozumiem.
Kolejne dwa akapity, w których nie mogę dopatrzeć się jakiejś spójności i sensu, o co tak naprawdę chodzi.
Cytat:
"Urzędnicy żalą się, że dyrektywy środowiskowe są bardzo wyśrubowane, gdyż rzeki i jeziora w Polsce należą do obszaru Natura 2000. To ścisły rezerwat.

- Unia szczegółowo sprawdza i weryfikuje procedury. To czasami trwa nawet kilkanaście lat - dodaje Maciej Lorek z Wydziału Środowiska Urzędu Miasta Gdańska. - Analizy oddziaływania inwestycji na środowisko to jest gruba przesada. Co nam da, że policzymy ile bocianów migruje, jak nie przeznaczymy nic na inwestycje. "
Jakiś bełkot. Coś o liczeniu bocianów, jakiś procedurach, kilkanaście lat, o co tu chodzi? Chciałbym, jako zainteresowany sprawą mieszkaniec-czytelnik, dowiedzieć się z "bardzo poważnego portalu regionalnego" jakie procedury są weryfikowane kilkanaście lat i jaki to ma związek i wpływ na udrożnienie Raduni albo remont kanalizacji burzowej. O jakie inwestycje chodzi? Jakie dyrektywy są wyśrubowane, czego nie jesteśmy w stanie spełnić, jakie są konkretne problemy i przeszkody? Niestety, na marne szukać takich informacji w dalszej części artykułu. Wielka szkoda.
Na koniec chciałbym złożyć małe oświadczenie: "Drodzy Państwo, Jaśnie Nam Panujący oraz dziennikarze portali regionalnych Pomorza: nigdy nie wrzuciłem do kanału, rzeki czy stawu ani opony, ani karoserii samochodu ani starej pralki czy lodówki. Nie wrzuciłem nawet papierka od gumy do żucia. Co więcej, nie rzucam takich śmieci ani do wody ani na trawniki i chodniki. Wobec powyższego proszę nie obwiniać mnie o ewentualne podtopienia (oby nigdy nie nastąpiły !) jeżeli wskutek ulewnych deszczów zatkana i nie udrożniana od lat kanalizacja burzowa nie będzie w stanie przyjąć ani litra wody. Nie dlatego żebym umywał ręce. Zwyczajnie mam niewielki wpływ na to. Dziękuję za zrozumienie".
Fascynujące artykuły, którymi możesz być zainteresowany:
Jeśli będzie powódź, to z winy mieszkańców (i Unii Europejskiej)
Pomorzu grożą lokalne podtopienia. Deszcz przypomniał o niedrożnych kanałach i uszkodzonych wałach przeciwpowodziowych

sobota, 27 czerwca 2009

Polityka, propaganda, a gdzie zarządzanie?

Kierowanie miastem w obecnym systemie - w oparciu o duże partie polityczne- jest nieefektywne i do tego nie zapewnia wyboru najlepszych ludzi na odpowiednie stanowiska. Krótko mówiąc, podczas wyboru osób, które mają odpowiadać za to, jakie drogi w mieście powstaną i kiedy, gdzie będą budowane szkoły, czy powstanie park, czy remontowane będą zabytki, czy w danym miejscu powstanie blaszany supermarket czy ciekawa architektonicznie budowla itp. itd. (czyli odpowiedzialnych za pracę organizacyjno-operacyjną) w dużej mierze lud głosuje na tego czy innego kandydata tylko dlatego, że jest on z tej a nie innej partii politycznej. Bo jest "prawicowy" albo "lewicowy". Często dochodzi więc do zamieszania - ludzie głosują w wyborach lokalnych patrząc przez pryzmat "wielkiej polityki" państwowej. A jedno z drugim niewiele ma wspólnego.
W obecnym systemie nie chodzi o zarządzanie a jedynie o rządzenie. Partie polityczne są tak naprawdę firmami - korporacjami, których głównym celem jest osiąganie własnych korzyści, kontrolowanie jak największej ilości obszarów życia i dążenie do eliminacji jakiejkolwiek konkurencji.
Wybory samorządowe są dla partii okazją do zdobycia nowych stanowisk dla swoich członków, dostępu do nowych kanałów dystrybucji publicznych pieniędzy. Poza tym stały się jedynie sondażem przed wyborami parlamentarnymi i sprawdzianem efektywności działania lokalnych struktur w walce o władzę.
Taki model - polityczny- niemal nierozerwalnie wiąże się uprawianiem propagandy. Wygrywa ten, kto ma lepiej rozbudowany aparat. Rzeczywiste osiągnięcia przestają mieć znaczenie.
Nasuwa się więc bardzo prosta rada: odsunąć partie polityczne od zarządzania miastem. Wprowadzić bezpośrednie wybory na poszczególne funkcje w zarządzie tak, by z góry było wiadomo, o jakie stanowisko ubiega się dany kandydat. Niby proste, ale...
Wymyśliłem nawet mechanizm, który umożliwiłby zarządzanie miastem przez osoby wybrane w bezpośrednich wyborach i nie związane z partiami politycznymi (napiszę kiedyś bliżej o moim pomyśle) .
Szansa na radykalną zmianę systemu wybierania osób mających zarządzać miastem jest aktualnie żadna. Może kiedyś to nastąpi? Decyzję o przebudowie systemu wyboru i kontroli ludzi zajmujących się zarządzaniem miastem musieliby podjąć sprawujący władzę ustawodawczą czyli... same partie polityczne. I tutaj widać najlepiej, że partie niekoniecznie kierują się dobrem ogółu, ale raczej stawiają swój interes jako pierwszy. Gdyby było inaczej już dawno podjęto by działania w kierunku uczynienia zarządzania w samorządach lokalnych bardziej efektywnym, z większą kontrolą wydawania publicznych pieniędzy czy większym udziałem najlepszych specjalistów w danych dziedzinach w procesie podejmowania decyzji stanowiących o przyszłości miasta na bardzo długo. Żadna partia polityczna nie strzeli sobie w kolano i nie pozbędzie się dobrowolnie tysięcy (w skali kraju) ciekawych stanowisk dla swoich wiernych, zasłużonych dla korporacji działaczy, nie zrezygnuje z kontroli nad częścią kanałów dystrybucji publicznych pieniędzy.
Czy zatem dożywotnio jesteśmy skazani na marazm, akceptowanie istniejącego stanu rzeczy i wybieranie "mniejszego zła"?.Z pewnością nie. Ta potężna maszyneria obudowana szczelnie propagandą ma bardzo słabe zamocowania. Są pewne proste rzeczy, które można zrobić już teraz aby zmienić rzeczywistość na lepszą. Wystarczy bardziej interesować się tym co dzieje się wokół, nieco mocniej angażować się, lepiej przypatrywać się dokonaniom polityków i nie wierzyć propagandzie, która jest naprawdę dobrze wyszkolona do pełnienia swojej misji.
Jak stwierdził amerykański powieściopisarz T. C. Boyle: „Propaganda może łatwiej manipulować publicznością, która nie czyta, nie jest zaangażowana”.